Obudziły mnie promienie słońca dostające się do mojej groty, przez otwór w suficie.
Rozejrzałam się. Faktycznie, ktoś musiał mnie tu zanieść.
Rana na grzbiecie została opatrzona, a ja sama czułam się lepiej.
Rozprostowałam kości i wyszłam na zewnątrz.
Tuż przy wyjściu, przyciszonymi głosami rozmawiał ten Assassyn z moim bratem, Eziem.
Gdy tylko do nich podeszłam, umilkli i popatrzyli na mnie znacząco.
- No co się lampicie?- zapytałam.
Obaj zaprowadzili mnie nad jezioro.
Gdy zobaczyłam swoje odbicie , zaniemówiłam.
Moje futro było pokryte szkarłatnymi tatuażami przedstawiającymi czerwone wstęgi, czerwone koronki i misterne zawijasy.
Przejechałam po nich łapą a zajarzyły się jeszcze mocniejszą czerwienią.
Nie miałam pojęcia skąd się wzięły.
Następnego dnia...
Siedziałam obrażona na brzegu jeziora.
Co jak, co ale nigdy nie sądziłam że Ezio sobię pójdzie!
Zostawił tylko list mówiący, o tym iż musi zabić Borgie i ucieka potajemnie, bo poszłabym za nim, a muszę do końca wyzdrowieć.
Jak go znów spotkam to oderwę mu głowę!!!
Nagle usiadł obok mnie ten Assassyn.
Uświadomiłam sobię, że nawet nie znam jego imienia.
- Jak się nazywasz?- zapytałam przekręcając na bok głowę.
- Altair- odpowiedział.
- Też jesteś assassynem, prawda?
- Tak, Claudio.
- Skąd znasz moję imię?
- Wiem o tobie wiecej niż myślisz- uśmiechnął się zadźiornie.
Intrygował mnie. Był tajemniczy, przystojny i jeszcze był assassynem!
-Chcesz się przejść?
<Altairze, dokończysz proszę?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz