Wręczył mi piękną branzoletkę z pereł.
Byłam zachwycona.
Zarumieniłam się i powiedziałam:
- Dziękuje. To najpiękniejsze co kiedykolwiek dostałam!
Uśmiechnął się do mnie, a ja to odwzajemniłam.
Nastąpiła niezręczna cisza.
Nagle krzyknęłam:
-Ścignijmy się! Do tej wielkiej skały!
Nie czekając na odpowiedź, pobiegłam przed siebie.
Przeskakiwałam skały z gracją i finezją.
Byłam pierwsza na skale.
Po sekundzie na miejscu zjawił się Altair.
-Wygrałam!- rzuciłam przez ramię i usiadłam na klifie podziwiając zachód słońca.
Altair spojrzał wymownie ku niebu, lecz za chwilę się uśmiechnął i usiadł obok mnie.
Przyznał:
- No dobrze wygrałaś...
- A wiesz co to znaczy?
- Nie...?
- Że należy mi się nagroda...
Poczym skompani w świetle zachodzącego słońca,
nasze usta złączyły się w namiętnym pocałunku...
<Altairze?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz